12 sierpnia 2007

Po powrocie.

No tak, wrocilem z Gor. Pierwsze co nasuwa mi sie na mysl bedac tutaj to "ja pier... ale tu goraco i nie ma czym oddychac" a druga rzecz to "jak tu nudno i plasko".
Potrzebowalem 2 dni na zaaklimatyzowanie, tak przynajmniej sobie to tlumacze. Dopiero dzisiaj czyli 3 dni po powrocie czuje sie normalnie. W drugi dzien poszedlem na nocke do pracy. Wrocilem kolo 3 a spalem do 14, zjadlem cos, zasnalem znowu i spalem do 18... To chyba nie jest normalne:P
A teraz postaram sie troche zrelacjonowac te 10 gorskich dni. Zaczne od tego, ze po maratonie w Krakowie 1 lipca nie bylem ani razu na rowerze z roznych wzgledow ;) Wiec pierwszy raz roweru dosiadlem dopiero w Szklarskiej. Pierwszy dzien byl super, przejazdzka wszystkich zawodnikow. Przypomnialo mi sie jak tam jest cudownie i o co tak naprawde chodzi w kolarstwie. Warto tez wspomniec, ze wyladowalem w pokoju razem z trenerem, Arkiem i Marcinem. Trener i Arek to faceci w wieku kolo 34 lat a Marcin jest 2 lata starszy ode mnie. Od razu wiedzialem ze taka konfiguracja naszego pokoju zapewni dobra zabawe i duzo piwa ;) Ustalilismy nawet kolejnosc kupowania piwa i codziennie kto inny musial przyniesc ten zlocisty trunek do pokoju ;) Tak wiec bylo wyjatkowo wesolo i "luzno". Mieszkanie z nimi mialo takze inna zalete, relatywny lad w pokoju choc takiego nie da sie zachowac gdy ma sie 4 facetow na powierzchni nawet nie 20m2.
Drugi dzien to byl wielki zgon malego homika :P Wjechalismy na przelecz Karkonowska dalej jeszcze kilka innych dla mnie morderczych podjazdow. Wyszlo kolo 80 km a ja nie pamietalem kiedy taki dystans zrobilem po plaskim :P Chyba pierwszy raz w zyciu wrocilem ostatni do osrodka... Ostatni dlugi podjazd do samego "domu" totalnie mnie zabil. Chyba tylko dlatego, ze jestem takim kawalem ...uja nie zszedlem z roweru i nie polozylem sie. Gdy juz sie jakos dokulalem i zjadlem obiad momentalnie poszedlem lezec i ku mojemu zdziwieniu po calkiem niedlugim czasie doszedlem do siebie. To jest wlasnie sila gor. Nie wiem o co chodzi ale tam czlowiek regeneruje sie 2 razy szybciej. Najlepsze jest tez to, ze tam nie da sie miec kaca!
Teraz moze cos o samej Szklarskiej. No coz, bylem tam juz 3 raz z rzedu i przyznam, ze wolalbym juz inna miejscowke. Tym bardziej, ze spedzilem kilka godzin w Karpaczu wiec mialem porownanie. Szklarska to cicha wioseczka, byl przez to problem z czasem wolnym. Bylo tam kilka knajpek i raptem jedno ciekawsze miejsce czyli duze Karaoke. Wynikiem niewielu atrakcji bylo czeste picie piwa :P Kilka razy naprawde czlowiek zabalowal. Ale w gorach nawet po 5 mocnych piwach na nastepny dzien jedzie sie na trening z usmiechem na twarzy. Istna magia :D Jedyna naprawde fajna rzecza byl park linowy. Mimo mojej niecheci kolega namowil mnie i zostalem fanem linowego szalenstwa :) Chyba kazdy wie o co chodzi. Pelno lin i dziwnych rzeczy na drzewach kilka metrow nad ziemia. Super zabawa i niezly wycisk dla dloni. Po zejsciu czulem sie jak po obozie zeglarskim, lapki od lin bolaly :P Ale naprawde bylo warto. Z poczatku mialem pietra szczegolnie gdy mialem trzymajac sie trapezu przejechac jakies 25m okolo 10 m nad ziemia. To byl pierwszy strach a pozniej juz zupelnie sie oswoilem i mialem frajde. Jeszcze bardziej podrajcowalem sie na te klimaty, bo juz od dluzszego czasu kolata mi sie po glowie wspinaczka. Niestety w moim pieknym miescie nie ma zadnej scianki wspinaczkowej :/
Co do dalszej czesci zgrupowanie to naprawde ciezko opisac kazdy dzien, trening i wieczor. Bylo naprawde super, bardzo szybko minelo te 10 dni. Znowu poczulem ducha tego sportu, przyznam tez ze forma momentalnie podniosla sie i powoli wraca na dawny poziom. Musze tez pochwalic Cube'a(rower) to byly jego pierwsze gory a spisal sie naprawde bezblednie :)
Opisze jeszcze jeden epizod z wyjazdu. A mianowicie niecodzienne spotaknie z Joanna Jablczynska czyli znana Marta z "na Wspolnej". Corka trenera (12 letnia Martyna) jest wielka fanka tejze aktorki. Bylismy akurat w Swieradowie na maratonie i okazalo sie, ze na starcie stoi wlasnie owa Joanna. Trener chcac skorzystac z okazji poprosil ja o autograf dla corki. Jak sie okazalo Joanna jest bardzo otwarta i sympatyczna. Podala trenerowi swoja komorke co zaskutkowalo tym, ze jeszcze tego samego dnia wieczorem przyjechala do Szklarskiej na kolacje z trenerem i jego corka. Zostawila nam takze swoj rower ktory chlopaki pieczalowicie "wypolerowaly jajkami". Mielismy okazje na krotka rozmowe. Niesamowita dziewczyna, taka naturalna i wyjatkowo otwarta. Chyba ma to po mamie, bo jej mama ledwie wysiadla z samochodu i zaczela nam pokazywac zdjecia swojego wnuczka :) Na klubowej stronie wpisala nam sie nawet do ksiegi gosci a w zamian za przygotowanie jej roweru dostalismy pyszne ciasto :) Naprawde sympatyczne spotkanie.
Wczoraj przyjechal do mnie brat z dziadkiem. Braciszek wrocil niedawno z wakacji. Byl w Portugalii i Hiszpani. Zazdroszcze mu. On jest juz po tym wszystkim co ja dopiero bede musial wypracowac. On ma mature, skonczone studia i dobra prace z przyszloscia. Oby mi tez tak sie udalo...
Jednak teraz zyje czym innym - Tatrami... Juz kompletuje sprzecik ;) Kupilem sobie buty trekkingowe, brat przywiozl mi wielgachny plecak jeszcze dokupie kilka ciuchow i bede mogl jechac na wyprawe zycia :D Kto chetny niech da znac... Nie ukrywam, ze bardzo chcialbym spedzic tydzien w gorach z uroczymi Krakowiankami ;)

To chyba na tyle choc wlasciwie czuje niedosyt, ze nie napisalem o wszystkim. Ale przeciez kto jest na tyle znudzony zyciem aby czytal wielkie wypracowanie z wakacji M.

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

Parki linowe rządzą!!!!
Byłam w jednym w Ustroniu z okazji moich urzodzin i łaziliśmy kilkanaście metrów nad zimią przez bite 3 godziny =D
Zresztą będziesz mógł zobaczyć zdjęcia na myphotoalbum =P

Urocze Krakowianki co?? =P
Niestety nie mogę się wybrać z tobą na wyprawę życia, bo wyjeżdżam z Mave w przeciwnym kierunku - na Mazury pod żagle =]
Ale jakbyś do 23 sierpnia był gdzieś w okolicy to daj znać =*