Faktem jest, ze nie miailem ochoty przez dluzszy czas pisac. Nie bede sie tlumaczyl bo nie mam komu i z czego :P
W miedzyczasie bylem w gorach, a fotki z wypadu sa tutaj.
Zaczela sie szkola co przez pierwsze 2 tygodnie nawet mnie cieszylo. Znow mnostwo smiechu i glupich pomyslow, znow kochane nauczycielskie mordki :)
Jednak wlasnie trwa 3 tydzien szkoly i to jest chyba wartosc graniczna przy ktorej radosc zmienia sie w nienawisc. Wczoraj myslalem, ze ocipieje... naprawde . Jak mozna w jeden dzien nauczyc sie na prace klasowa z matmy, nauczyc sie na kartkowke z franca, zrobic cala rozszerzona mature z matmy, zadanie domowe z matmy, przeczytac nowelke, przetlumaczyc 61 zdan na dodatkowy angielski i jeszcze zyc. W koncu nie wytrzymalem i poszedlem na rower, to chyba najrozsadniejsze rozwiazanie takich sytuacji. Mam przez ta nauke dostac zaniku pluc czy co? Wole miec 2 jedynki niz zostac kaleka naukowa :P Dlatego apeluje, jestli jest zbyt ciezko to nalezy to wszystko serdecznie pierdolic i pojsc robic to co sie lubi...
Mialem egzamin na prawko. Bardzo milo spedzilem niemal caly piatek. O 12 napisalem sobie egzamin teoretyczny, a dalsze 4 godziny spedzilem na pierdolonym plastikowym krzeselku w sali oczekiwan. W bardzo milej atmosferze stresu. Ja po 4 godzinach nie bylem zdolny wykrzesac z siebie juz ani krzty stresu. Zreszta bylem pewny siebie, bo w samochodzie czuje sie jak ryba w wodzie. Nawet nie czuje, ze rymuje ;) Tak, po tych milych 4 godzinach zmagan z obumieraniem komorek mozgowych wsiadlem do auta. Plac manewrowy pestka. Godzina 16 w piatkowy dzien, jade na miasto. Korki jak w jakiejs metropolii, ale nie przeszkadza mi to. Jednak egzaminatorowi widocznie tak. Po okolo 15 minutach mojej bezblednej jazdy zaczal mnie poganiac i zarzucac mi, ze niby spie. Wymyslil mi takze prakowanie skosne na jednej z bardziej uczeszczanych ulic w centrum i to jeszcze na "kopercie" na ktorej parkowac nie powinienem. No coz... Wjechac fajnie, ale gorzej wyjechac jesli nic nie widzimy a sznurek samochodow ciagnie sie nieprzerwanie. Dalej facet marudzil mi, ze spie tutaj a nie jade. No, pewnie lepiej komus wyjechac tylem przed maske, wtedy przynajmniej moglby mnie od razu oblac i pojechac sobie do domu (bo bylem ostatnim zdajacym). W koncu wzial mnie na wyjazd pod gorke na dwupasmowke ktora wszyscy zapieprzaja. Czekalem tam dlugo na wlaczenie sie do ruchu, facet sapal sobie wyraznie zniecierpliwiony co udzielilo sie rowniez i mi. W koncu widzac szanse w pieszym ktory zaczal przechodzic przez przejscie ruszylem ile sil w tym padlym Fiacie Punto, jednak jak sie okazalo jakis gosc przjechal przed pieszym i natknal sie na mnie przez co musial zmienic pas i przyhamowac. W taki wlasnie sposob wymusilem pierwszenstwo i zostalem oblany. Mily stracony dzien i pieniadze.
18 września 2007
20 sierpnia 2007
Jazda i Maraton
Wlasnie wrocilem z jazdy... Jeszcze sie ze mnie pot leje... Chyba dzis dostalem najwieksza zjebe od Jana jak do tej pory... Na rondzie mialem zawrocic i zaczalem na wewnatrzym pasie a pozniej przed zjazdem gdy mialem ciagla linie chcialem zmienic pas... Jan szarpnal mi za kierownice i opierdalal mnie dobre kilka minut... To byl na tej jezdzie 2 taki przypadek dlatego naprawde sie na mnie wk... Najgorsze byly slowa: "Kto jak kto, ale ty Mateusz zebys takie jaja mi tu robil to sie nie spodziewalem". Nie no mam dola :P Wkurzyl sie i pojechalismy do domu :(
Wczoraj bylem na maratonie w Barlinku. Bylem tam tez 2 lata temu, tylko, ze wtedy padalo :P Cala impreza miala miejsce w osrodku wypoczynkowym na takim "cyplu" wiec dookola bylo jeziorko a przez osrodek malowniczo wily sie rzeczki. Same zawody ok, tylko, ze na poczatku organizator wymyslil sobie "runde honorowa" ulicami miasta. Jechalismy za wozem policyjnym ktory caly czas mial wlaczona syrene. Myslalem, ze ogluchne. Reszta zawodnikow dosc glosno wyrazala swoje niezadowolenie z powodow syreny. Dalej kretymi uliczkami miasta sypalo 450 zawodnikow co oczywiscie skutkowalo wieloma ale to wieloma kraksami. Kilka razy przede mna rosla gora lezacych na sobie kolarzy :D Grunt aby zachowac czujnosc i odpychac wszystkich na boki. Jeden facet normalnie usiadl mi na nodze gdy jechalem, byl na bucie, na szczescie udalo mi sie go zrzucic ;) Dalej trasa bardzo fajna i urozmaicona. Dobrze mi sie jechalo jak na moja tegoroczna forme... Niestety pierwszy raz a rym roku zlapalem kapcia i 10 km przed meta moje sciganie sie skonczylo. A szkoda... Jednak mimo wszystko wrocilem do domu zadowolony, a dlaczego? A dlatego, ze wygralem nagrode glowna losowana wsrod zadownikow :) To weekend w hotelu spa dla 2 osob ze wszelkimi atrakcjami. Sprawdzilem ile takie cos kosztuje i okazuje sie, ze moja nagroda ma rownowartosc 700 zl :) Oddam ja rodzicom a mam nadzieje, ze oni odwdziecza sie nalezycie.
Dzis kupilem sobie kurtke w gory, ladnego soft shella chroniacego przed wiatrem i opadami. Ale takze dzis dostalem telefon od kumpla, ze ma problemy z wyjazdem. W ogole ten wyjazd coraz bardziej podupadal na przestrzeni wakacji. Na poczatku mialbyc tydzien. Pozniej okazalo sie, ze kolega nie ma kasy na tydzien i stanelo na 4 dniach. Teraz gdy zarazerwowalem nocleg i wydalem ponad 600 zl na buty i kurtke caly wyjazd staje pod znakiem zapytania. Wkurzyc sie idzie... Ale ja nie odpuszcze, pojade tam chocby z przypadkowa osoba. A wlasnie i dochodzi do tego niezadowolenie rodzicow, najchetniej to by mnie nie puscili ale nie maja dostatecznego powodu. Przeciez nie powiedza mi "nie jedziesz bo jestes za maly i za glupi" ale za to co jakis czas mi truja. Na przyklad dzis przy obiedzie mama zabronila mi wchodzic na Rysy... Taaa, jade w Tatry i nie wejde na Rysy... To tak jak jechac nad morze i nie polezec na plazy czy nie wykapac sie. Mowie jej, ze to nie jest bardzo trudny szlak, czytalem jego opisy, widzialem fotki. Tam wchodza jakies stare baby wiec czemu ja mialbym miec problemy. Mam szacunek do gor i w zyciu nie bylem zachlanny czy tez nierozwazny, ale oczywiscie kto by ufal swojemu synowi. Wkurza mnie to strasznie, nienawidza traktowania mnie jak idiote i to przez wlasnych rodzicow. No dobra nie bede sie wiecej zalil. Ale chyba kazdy ma podobne problemy z rodzicami, niestety czasem bariera wieku i ich umarwianie sie psuje wiele chwil...
Fotki z maratonu.
Wczoraj bylem na maratonie w Barlinku. Bylem tam tez 2 lata temu, tylko, ze wtedy padalo :P Cala impreza miala miejsce w osrodku wypoczynkowym na takim "cyplu" wiec dookola bylo jeziorko a przez osrodek malowniczo wily sie rzeczki. Same zawody ok, tylko, ze na poczatku organizator wymyslil sobie "runde honorowa" ulicami miasta. Jechalismy za wozem policyjnym ktory caly czas mial wlaczona syrene. Myslalem, ze ogluchne. Reszta zawodnikow dosc glosno wyrazala swoje niezadowolenie z powodow syreny. Dalej kretymi uliczkami miasta sypalo 450 zawodnikow co oczywiscie skutkowalo wieloma ale to wieloma kraksami. Kilka razy przede mna rosla gora lezacych na sobie kolarzy :D Grunt aby zachowac czujnosc i odpychac wszystkich na boki. Jeden facet normalnie usiadl mi na nodze gdy jechalem, byl na bucie, na szczescie udalo mi sie go zrzucic ;) Dalej trasa bardzo fajna i urozmaicona. Dobrze mi sie jechalo jak na moja tegoroczna forme... Niestety pierwszy raz a rym roku zlapalem kapcia i 10 km przed meta moje sciganie sie skonczylo. A szkoda... Jednak mimo wszystko wrocilem do domu zadowolony, a dlaczego? A dlatego, ze wygralem nagrode glowna losowana wsrod zadownikow :) To weekend w hotelu spa dla 2 osob ze wszelkimi atrakcjami. Sprawdzilem ile takie cos kosztuje i okazuje sie, ze moja nagroda ma rownowartosc 700 zl :) Oddam ja rodzicom a mam nadzieje, ze oni odwdziecza sie nalezycie.
Dzis kupilem sobie kurtke w gory, ladnego soft shella chroniacego przed wiatrem i opadami. Ale takze dzis dostalem telefon od kumpla, ze ma problemy z wyjazdem. W ogole ten wyjazd coraz bardziej podupadal na przestrzeni wakacji. Na poczatku mialbyc tydzien. Pozniej okazalo sie, ze kolega nie ma kasy na tydzien i stanelo na 4 dniach. Teraz gdy zarazerwowalem nocleg i wydalem ponad 600 zl na buty i kurtke caly wyjazd staje pod znakiem zapytania. Wkurzyc sie idzie... Ale ja nie odpuszcze, pojade tam chocby z przypadkowa osoba. A wlasnie i dochodzi do tego niezadowolenie rodzicow, najchetniej to by mnie nie puscili ale nie maja dostatecznego powodu. Przeciez nie powiedza mi "nie jedziesz bo jestes za maly i za glupi" ale za to co jakis czas mi truja. Na przyklad dzis przy obiedzie mama zabronila mi wchodzic na Rysy... Taaa, jade w Tatry i nie wejde na Rysy... To tak jak jechac nad morze i nie polezec na plazy czy nie wykapac sie. Mowie jej, ze to nie jest bardzo trudny szlak, czytalem jego opisy, widzialem fotki. Tam wchodza jakies stare baby wiec czemu ja mialbym miec problemy. Mam szacunek do gor i w zyciu nie bylem zachlanny czy tez nierozwazny, ale oczywiscie kto by ufal swojemu synowi. Wkurza mnie to strasznie, nienawidza traktowania mnie jak idiote i to przez wlasnych rodzicow. No dobra nie bede sie wiecej zalil. Ale chyba kazdy ma podobne problemy z rodzicami, niestety czasem bariera wieku i ich umarwianie sie psuje wiele chwil...
Fotki z maratonu.
14 sierpnia 2007
Fotki ze zgrupowania
Juz sa :) Wrzucilem ich niewielka czesc do sieci, zapraszam do ogladania
O tutaj sa...
O tutaj sa...
12 sierpnia 2007
Po powrocie.
No tak, wrocilem z Gor. Pierwsze co nasuwa mi sie na mysl bedac tutaj to "ja pier... ale tu goraco i nie ma czym oddychac" a druga rzecz to "jak tu nudno i plasko".
Potrzebowalem 2 dni na zaaklimatyzowanie, tak przynajmniej sobie to tlumacze. Dopiero dzisiaj czyli 3 dni po powrocie czuje sie normalnie. W drugi dzien poszedlem na nocke do pracy. Wrocilem kolo 3 a spalem do 14, zjadlem cos, zasnalem znowu i spalem do 18... To chyba nie jest normalne:P
A teraz postaram sie troche zrelacjonowac te 10 gorskich dni. Zaczne od tego, ze po maratonie w Krakowie 1 lipca nie bylem ani razu na rowerze z roznych wzgledow ;) Wiec pierwszy raz roweru dosiadlem dopiero w Szklarskiej. Pierwszy dzien byl super, przejazdzka wszystkich zawodnikow. Przypomnialo mi sie jak tam jest cudownie i o co tak naprawde chodzi w kolarstwie. Warto tez wspomniec, ze wyladowalem w pokoju razem z trenerem, Arkiem i Marcinem. Trener i Arek to faceci w wieku kolo 34 lat a Marcin jest 2 lata starszy ode mnie. Od razu wiedzialem ze taka konfiguracja naszego pokoju zapewni dobra zabawe i duzo piwa ;) Ustalilismy nawet kolejnosc kupowania piwa i codziennie kto inny musial przyniesc ten zlocisty trunek do pokoju ;) Tak wiec bylo wyjatkowo wesolo i "luzno". Mieszkanie z nimi mialo takze inna zalete, relatywny lad w pokoju choc takiego nie da sie zachowac gdy ma sie 4 facetow na powierzchni nawet nie 20m2.
Drugi dzien to byl wielki zgon malego homika :P Wjechalismy na przelecz Karkonowska dalej jeszcze kilka innych dla mnie morderczych podjazdow. Wyszlo kolo 80 km a ja nie pamietalem kiedy taki dystans zrobilem po plaskim :P Chyba pierwszy raz w zyciu wrocilem ostatni do osrodka... Ostatni dlugi podjazd do samego "domu" totalnie mnie zabil. Chyba tylko dlatego, ze jestem takim kawalem ...uja nie zszedlem z roweru i nie polozylem sie. Gdy juz sie jakos dokulalem i zjadlem obiad momentalnie poszedlem lezec i ku mojemu zdziwieniu po calkiem niedlugim czasie doszedlem do siebie. To jest wlasnie sila gor. Nie wiem o co chodzi ale tam czlowiek regeneruje sie 2 razy szybciej. Najlepsze jest tez to, ze tam nie da sie miec kaca!
Teraz moze cos o samej Szklarskiej. No coz, bylem tam juz 3 raz z rzedu i przyznam, ze wolalbym juz inna miejscowke. Tym bardziej, ze spedzilem kilka godzin w Karpaczu wiec mialem porownanie. Szklarska to cicha wioseczka, byl przez to problem z czasem wolnym. Bylo tam kilka knajpek i raptem jedno ciekawsze miejsce czyli duze Karaoke. Wynikiem niewielu atrakcji bylo czeste picie piwa :P Kilka razy naprawde czlowiek zabalowal. Ale w gorach nawet po 5 mocnych piwach na nastepny dzien jedzie sie na trening z usmiechem na twarzy. Istna magia :D Jedyna naprawde fajna rzecza byl park linowy. Mimo mojej niecheci kolega namowil mnie i zostalem fanem linowego szalenstwa :) Chyba kazdy wie o co chodzi. Pelno lin i dziwnych rzeczy na drzewach kilka metrow nad ziemia. Super zabawa i niezly wycisk dla dloni. Po zejsciu czulem sie jak po obozie zeglarskim, lapki od lin bolaly :P Ale naprawde bylo warto. Z poczatku mialem pietra szczegolnie gdy mialem trzymajac sie trapezu przejechac jakies 25m okolo 10 m nad ziemia. To byl pierwszy strach a pozniej juz zupelnie sie oswoilem i mialem frajde. Jeszcze bardziej podrajcowalem sie na te klimaty, bo juz od dluzszego czasu kolata mi sie po glowie wspinaczka. Niestety w moim pieknym miescie nie ma zadnej scianki wspinaczkowej :/
Co do dalszej czesci zgrupowanie to naprawde ciezko opisac kazdy dzien, trening i wieczor. Bylo naprawde super, bardzo szybko minelo te 10 dni. Znowu poczulem ducha tego sportu, przyznam tez ze forma momentalnie podniosla sie i powoli wraca na dawny poziom. Musze tez pochwalic Cube'a(rower) to byly jego pierwsze gory a spisal sie naprawde bezblednie :)
Opisze jeszcze jeden epizod z wyjazdu. A mianowicie niecodzienne spotaknie z Joanna Jablczynska czyli znana Marta z "na Wspolnej". Corka trenera (12 letnia Martyna) jest wielka fanka tejze aktorki. Bylismy akurat w Swieradowie na maratonie i okazalo sie, ze na starcie stoi wlasnie owa Joanna. Trener chcac skorzystac z okazji poprosil ja o autograf dla corki. Jak sie okazalo Joanna jest bardzo otwarta i sympatyczna. Podala trenerowi swoja komorke co zaskutkowalo tym, ze jeszcze tego samego dnia wieczorem przyjechala do Szklarskiej na kolacje z trenerem i jego corka. Zostawila nam takze swoj rower ktory chlopaki pieczalowicie "wypolerowaly jajkami". Mielismy okazje na krotka rozmowe. Niesamowita dziewczyna, taka naturalna i wyjatkowo otwarta. Chyba ma to po mamie, bo jej mama ledwie wysiadla z samochodu i zaczela nam pokazywac zdjecia swojego wnuczka :) Na klubowej stronie wpisala nam sie nawet do ksiegi gosci a w zamian za przygotowanie jej roweru dostalismy pyszne ciasto :) Naprawde sympatyczne spotkanie.
Wczoraj przyjechal do mnie brat z dziadkiem. Braciszek wrocil niedawno z wakacji. Byl w Portugalii i Hiszpani. Zazdroszcze mu. On jest juz po tym wszystkim co ja dopiero bede musial wypracowac. On ma mature, skonczone studia i dobra prace z przyszloscia. Oby mi tez tak sie udalo...
Jednak teraz zyje czym innym - Tatrami... Juz kompletuje sprzecik ;) Kupilem sobie buty trekkingowe, brat przywiozl mi wielgachny plecak jeszcze dokupie kilka ciuchow i bede mogl jechac na wyprawe zycia :D Kto chetny niech da znac... Nie ukrywam, ze bardzo chcialbym spedzic tydzien w gorach z uroczymi Krakowiankami ;)
To chyba na tyle choc wlasciwie czuje niedosyt, ze nie napisalem o wszystkim. Ale przeciez kto jest na tyle znudzony zyciem aby czytal wielkie wypracowanie z wakacji M.
Potrzebowalem 2 dni na zaaklimatyzowanie, tak przynajmniej sobie to tlumacze. Dopiero dzisiaj czyli 3 dni po powrocie czuje sie normalnie. W drugi dzien poszedlem na nocke do pracy. Wrocilem kolo 3 a spalem do 14, zjadlem cos, zasnalem znowu i spalem do 18... To chyba nie jest normalne:P
A teraz postaram sie troche zrelacjonowac te 10 gorskich dni. Zaczne od tego, ze po maratonie w Krakowie 1 lipca nie bylem ani razu na rowerze z roznych wzgledow ;) Wiec pierwszy raz roweru dosiadlem dopiero w Szklarskiej. Pierwszy dzien byl super, przejazdzka wszystkich zawodnikow. Przypomnialo mi sie jak tam jest cudownie i o co tak naprawde chodzi w kolarstwie. Warto tez wspomniec, ze wyladowalem w pokoju razem z trenerem, Arkiem i Marcinem. Trener i Arek to faceci w wieku kolo 34 lat a Marcin jest 2 lata starszy ode mnie. Od razu wiedzialem ze taka konfiguracja naszego pokoju zapewni dobra zabawe i duzo piwa ;) Ustalilismy nawet kolejnosc kupowania piwa i codziennie kto inny musial przyniesc ten zlocisty trunek do pokoju ;) Tak wiec bylo wyjatkowo wesolo i "luzno". Mieszkanie z nimi mialo takze inna zalete, relatywny lad w pokoju choc takiego nie da sie zachowac gdy ma sie 4 facetow na powierzchni nawet nie 20m2.
Drugi dzien to byl wielki zgon malego homika :P Wjechalismy na przelecz Karkonowska dalej jeszcze kilka innych dla mnie morderczych podjazdow. Wyszlo kolo 80 km a ja nie pamietalem kiedy taki dystans zrobilem po plaskim :P Chyba pierwszy raz w zyciu wrocilem ostatni do osrodka... Ostatni dlugi podjazd do samego "domu" totalnie mnie zabil. Chyba tylko dlatego, ze jestem takim kawalem ...uja nie zszedlem z roweru i nie polozylem sie. Gdy juz sie jakos dokulalem i zjadlem obiad momentalnie poszedlem lezec i ku mojemu zdziwieniu po calkiem niedlugim czasie doszedlem do siebie. To jest wlasnie sila gor. Nie wiem o co chodzi ale tam czlowiek regeneruje sie 2 razy szybciej. Najlepsze jest tez to, ze tam nie da sie miec kaca!
Teraz moze cos o samej Szklarskiej. No coz, bylem tam juz 3 raz z rzedu i przyznam, ze wolalbym juz inna miejscowke. Tym bardziej, ze spedzilem kilka godzin w Karpaczu wiec mialem porownanie. Szklarska to cicha wioseczka, byl przez to problem z czasem wolnym. Bylo tam kilka knajpek i raptem jedno ciekawsze miejsce czyli duze Karaoke. Wynikiem niewielu atrakcji bylo czeste picie piwa :P Kilka razy naprawde czlowiek zabalowal. Ale w gorach nawet po 5 mocnych piwach na nastepny dzien jedzie sie na trening z usmiechem na twarzy. Istna magia :D Jedyna naprawde fajna rzecza byl park linowy. Mimo mojej niecheci kolega namowil mnie i zostalem fanem linowego szalenstwa :) Chyba kazdy wie o co chodzi. Pelno lin i dziwnych rzeczy na drzewach kilka metrow nad ziemia. Super zabawa i niezly wycisk dla dloni. Po zejsciu czulem sie jak po obozie zeglarskim, lapki od lin bolaly :P Ale naprawde bylo warto. Z poczatku mialem pietra szczegolnie gdy mialem trzymajac sie trapezu przejechac jakies 25m okolo 10 m nad ziemia. To byl pierwszy strach a pozniej juz zupelnie sie oswoilem i mialem frajde. Jeszcze bardziej podrajcowalem sie na te klimaty, bo juz od dluzszego czasu kolata mi sie po glowie wspinaczka. Niestety w moim pieknym miescie nie ma zadnej scianki wspinaczkowej :/
Co do dalszej czesci zgrupowanie to naprawde ciezko opisac kazdy dzien, trening i wieczor. Bylo naprawde super, bardzo szybko minelo te 10 dni. Znowu poczulem ducha tego sportu, przyznam tez ze forma momentalnie podniosla sie i powoli wraca na dawny poziom. Musze tez pochwalic Cube'a(rower) to byly jego pierwsze gory a spisal sie naprawde bezblednie :)
Opisze jeszcze jeden epizod z wyjazdu. A mianowicie niecodzienne spotaknie z Joanna Jablczynska czyli znana Marta z "na Wspolnej". Corka trenera (12 letnia Martyna) jest wielka fanka tejze aktorki. Bylismy akurat w Swieradowie na maratonie i okazalo sie, ze na starcie stoi wlasnie owa Joanna. Trener chcac skorzystac z okazji poprosil ja o autograf dla corki. Jak sie okazalo Joanna jest bardzo otwarta i sympatyczna. Podala trenerowi swoja komorke co zaskutkowalo tym, ze jeszcze tego samego dnia wieczorem przyjechala do Szklarskiej na kolacje z trenerem i jego corka. Zostawila nam takze swoj rower ktory chlopaki pieczalowicie "wypolerowaly jajkami". Mielismy okazje na krotka rozmowe. Niesamowita dziewczyna, taka naturalna i wyjatkowo otwarta. Chyba ma to po mamie, bo jej mama ledwie wysiadla z samochodu i zaczela nam pokazywac zdjecia swojego wnuczka :) Na klubowej stronie wpisala nam sie nawet do ksiegi gosci a w zamian za przygotowanie jej roweru dostalismy pyszne ciasto :) Naprawde sympatyczne spotkanie.
Wczoraj przyjechal do mnie brat z dziadkiem. Braciszek wrocil niedawno z wakacji. Byl w Portugalii i Hiszpani. Zazdroszcze mu. On jest juz po tym wszystkim co ja dopiero bede musial wypracowac. On ma mature, skonczone studia i dobra prace z przyszloscia. Oby mi tez tak sie udalo...
Jednak teraz zyje czym innym - Tatrami... Juz kompletuje sprzecik ;) Kupilem sobie buty trekkingowe, brat przywiozl mi wielgachny plecak jeszcze dokupie kilka ciuchow i bede mogl jechac na wyprawe zycia :D Kto chetny niech da znac... Nie ukrywam, ze bardzo chcialbym spedzic tydzien w gorach z uroczymi Krakowiankami ;)
To chyba na tyle choc wlasciwie czuje niedosyt, ze nie napisalem o wszystkim. Ale przeciez kto jest na tyle znudzony zyciem aby czytal wielkie wypracowanie z wakacji M.
30 lipca 2007
Dzien przed wyjazdem :)
Dzisiejszy dzien minal pod znakiem przygotowan do wyjazdu. Zrobilem dzis rzecz niebywala a mianowicie po niemal 6 miesiacach od 18stki zlozylem podanie o dowod :D Jest to niebywaly wyczyn i jestem z tego dumny, teraz to juz tylko poczekac miesiac i otrzymam swoj dokument tozsamosic :) Wlasciwie nie mam pojecia po co mi on... chyba, ze do rozpoznania zwlok jak akurat by mnie cos sieklo. Bronilem sie przed nim, bo po otrzymaniu dowodu staje sie tym starym, odpowiedzialnym i nudnym doroslym. No dobra... tak naprawde chodzilo o to, ze nie chcialo mi sie a pozniej to juz nie mialem kiedy isc do urzedu :P
Zrobilem tez kolejna niebywala rzecz... Poszedlem do fryzjera... hihi, pewnie ze 3 miesiace zapuszczalem juz swoja bujna plereze :D Ale nie to jest ciekawe. Ciekawsze jest to, ze chyba po ponad 10 latach strzygl mnie dzis facet... mlody i z dosc dziwna fryzura. Troche sie na poczatku zmieszalem, bo nie ukrywam wole mlode fryzjerki :P Bylem na poczatku dosc niezadowolony, ale facet okazal sie dobrym fachowcem i nawet milo mi sie z nim gadalo. Chociaz zaczalem miec pewne watpliwosci gdy kropla splynela mi po skroni na policzek a on otarl ja delikatnie zewnetrza strona dloni... Dobrze, ze to byl tylko pojedyncze zdarzenie :P
O 19 spakowalem juz na busa swoj kochany rowerek i bagaze. Jutro o 6 rano wyjazd. Mam pewne watpliwosci bo miesiac nie jezdzilem ale przeciez tak jest co roku ;)
Zyczcie mi udanej zabawy w Szklarksiej Porebie. Wracam za 10 dni.
Zrobilem tez kolejna niebywala rzecz... Poszedlem do fryzjera... hihi, pewnie ze 3 miesiace zapuszczalem juz swoja bujna plereze :D Ale nie to jest ciekawe. Ciekawsze jest to, ze chyba po ponad 10 latach strzygl mnie dzis facet... mlody i z dosc dziwna fryzura. Troche sie na poczatku zmieszalem, bo nie ukrywam wole mlode fryzjerki :P Bylem na poczatku dosc niezadowolony, ale facet okazal sie dobrym fachowcem i nawet milo mi sie z nim gadalo. Chociaz zaczalem miec pewne watpliwosci gdy kropla splynela mi po skroni na policzek a on otarl ja delikatnie zewnetrza strona dloni... Dobrze, ze to byl tylko pojedyncze zdarzenie :P
O 19 spakowalem juz na busa swoj kochany rowerek i bagaze. Jutro o 6 rano wyjazd. Mam pewne watpliwosci bo miesiac nie jezdzilem ale przeciez tak jest co roku ;)
Zyczcie mi udanej zabawy w Szklarksiej Porebie. Wracam za 10 dni.
26 lipca 2007
A to kto?
Komandos
Zaraz beda rodzice, przyjezdzaja na kilka godzin zeby zabrac psa do weterynarza i aby dogladnac jak ma sie ich potomek. Heh, oczywiscie przed ich przyjazdem wyczyscilem idealnie lodowke, teraz to tam jest tylko swiatlo. Niech mysla, ze ja tu narozniki mebli obgryzalem :D Dzis bylem o 6 rano w robocie, jutro tez tak ide. Niezly szok gdy sie tak zwykle o 12 wstawalo...
A czemu taki tytul? Bo przeczytalem cos co mi sie spodobalo... Nawiazuje do reklamy jakiejstam wody mineralnej i taniego wina marki "komandos".
"Jesli jest sie tym co sie pije to ja zostane komandosem."
A czemu taki tytul? Bo przeczytalem cos co mi sie spodobalo... Nawiazuje do reklamy jakiejstam wody mineralnej i taniego wina marki "komandos".
"Jesli jest sie tym co sie pije to ja zostane komandosem."
Subskrybuj:
Posty (Atom)