Faktem jest, ze nie miailem ochoty przez dluzszy czas pisac. Nie bede sie tlumaczyl bo nie mam komu i z czego :P
W miedzyczasie bylem w gorach, a fotki z wypadu sa tutaj.
Zaczela sie szkola co przez pierwsze 2 tygodnie nawet mnie cieszylo. Znow mnostwo smiechu i glupich pomyslow, znow kochane nauczycielskie mordki :)
Jednak wlasnie trwa 3 tydzien szkoly i to jest chyba wartosc graniczna przy ktorej radosc zmienia sie w nienawisc. Wczoraj myslalem, ze ocipieje... naprawde . Jak mozna w jeden dzien nauczyc sie na prace klasowa z matmy, nauczyc sie na kartkowke z franca, zrobic cala rozszerzona mature z matmy, zadanie domowe z matmy, przeczytac nowelke, przetlumaczyc 61 zdan na dodatkowy angielski i jeszcze zyc. W koncu nie wytrzymalem i poszedlem na rower, to chyba najrozsadniejsze rozwiazanie takich sytuacji. Mam przez ta nauke dostac zaniku pluc czy co? Wole miec 2 jedynki niz zostac kaleka naukowa :P Dlatego apeluje, jestli jest zbyt ciezko to nalezy to wszystko serdecznie pierdolic i pojsc robic to co sie lubi...
Mialem egzamin na prawko. Bardzo milo spedzilem niemal caly piatek. O 12 napisalem sobie egzamin teoretyczny, a dalsze 4 godziny spedzilem na pierdolonym plastikowym krzeselku w sali oczekiwan. W bardzo milej atmosferze stresu. Ja po 4 godzinach nie bylem zdolny wykrzesac z siebie juz ani krzty stresu. Zreszta bylem pewny siebie, bo w samochodzie czuje sie jak ryba w wodzie. Nawet nie czuje, ze rymuje ;) Tak, po tych milych 4 godzinach zmagan z obumieraniem komorek mozgowych wsiadlem do auta. Plac manewrowy pestka. Godzina 16 w piatkowy dzien, jade na miasto. Korki jak w jakiejs metropolii, ale nie przeszkadza mi to. Jednak egzaminatorowi widocznie tak. Po okolo 15 minutach mojej bezblednej jazdy zaczal mnie poganiac i zarzucac mi, ze niby spie. Wymyslil mi takze prakowanie skosne na jednej z bardziej uczeszczanych ulic w centrum i to jeszcze na "kopercie" na ktorej parkowac nie powinienem. No coz... Wjechac fajnie, ale gorzej wyjechac jesli nic nie widzimy a sznurek samochodow ciagnie sie nieprzerwanie. Dalej facet marudzil mi, ze spie tutaj a nie jade. No, pewnie lepiej komus wyjechac tylem przed maske, wtedy przynajmniej moglby mnie od razu oblac i pojechac sobie do domu (bo bylem ostatnim zdajacym). W koncu wzial mnie na wyjazd pod gorke na dwupasmowke ktora wszyscy zapieprzaja. Czekalem tam dlugo na wlaczenie sie do ruchu, facet sapal sobie wyraznie zniecierpliwiony co udzielilo sie rowniez i mi. W koncu widzac szanse w pieszym ktory zaczal przechodzic przez przejscie ruszylem ile sil w tym padlym Fiacie Punto, jednak jak sie okazalo jakis gosc przjechal przed pieszym i natknal sie na mnie przez co musial zmienic pas i przyhamowac. W taki wlasnie sposob wymusilem pierwszenstwo i zostalem oblany. Mily stracony dzien i pieniadze.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz