Wlasnie wrocilem z jazdy... Jeszcze sie ze mnie pot leje... Chyba dzis dostalem najwieksza zjebe od Jana jak do tej pory... Na rondzie mialem zawrocic i zaczalem na wewnatrzym pasie a pozniej przed zjazdem gdy mialem ciagla linie chcialem zmienic pas... Jan szarpnal mi za kierownice i opierdalal mnie dobre kilka minut... To byl na tej jezdzie 2 taki przypadek dlatego naprawde sie na mnie wk... Najgorsze byly slowa: "Kto jak kto, ale ty Mateusz zebys takie jaja mi tu robil to sie nie spodziewalem". Nie no mam dola :P Wkurzyl sie i pojechalismy do domu :(
Wczoraj bylem na maratonie w Barlinku. Bylem tam tez 2 lata temu, tylko, ze wtedy padalo :P Cala impreza miala miejsce w osrodku wypoczynkowym na takim "cyplu" wiec dookola bylo jeziorko a przez osrodek malowniczo wily sie rzeczki. Same zawody ok, tylko, ze na poczatku organizator wymyslil sobie "runde honorowa" ulicami miasta. Jechalismy za wozem policyjnym ktory caly czas mial wlaczona syrene. Myslalem, ze ogluchne. Reszta zawodnikow dosc glosno wyrazala swoje niezadowolenie z powodow syreny. Dalej kretymi uliczkami miasta sypalo 450 zawodnikow co oczywiscie skutkowalo wieloma ale to wieloma kraksami. Kilka razy przede mna rosla gora lezacych na sobie kolarzy :D Grunt aby zachowac czujnosc i odpychac wszystkich na boki. Jeden facet normalnie usiadl mi na nodze gdy jechalem, byl na bucie, na szczescie udalo mi sie go zrzucic ;) Dalej trasa bardzo fajna i urozmaicona. Dobrze mi sie jechalo jak na moja tegoroczna forme... Niestety pierwszy raz a rym roku zlapalem kapcia i 10 km przed meta moje sciganie sie skonczylo. A szkoda... Jednak mimo wszystko wrocilem do domu zadowolony, a dlaczego? A dlatego, ze wygralem nagrode glowna losowana wsrod zadownikow :) To weekend w hotelu spa dla 2 osob ze wszelkimi atrakcjami. Sprawdzilem ile takie cos kosztuje i okazuje sie, ze moja nagroda ma rownowartosc 700 zl :) Oddam ja rodzicom a mam nadzieje, ze oni odwdziecza sie nalezycie.
Dzis kupilem sobie kurtke w gory, ladnego soft shella chroniacego przed wiatrem i opadami. Ale takze dzis dostalem telefon od kumpla, ze ma problemy z wyjazdem. W ogole ten wyjazd coraz bardziej podupadal na przestrzeni wakacji. Na poczatku mialbyc tydzien. Pozniej okazalo sie, ze kolega nie ma kasy na tydzien i stanelo na 4 dniach. Teraz gdy zarazerwowalem nocleg i wydalem ponad 600 zl na buty i kurtke caly wyjazd staje pod znakiem zapytania. Wkurzyc sie idzie... Ale ja nie odpuszcze, pojade tam chocby z przypadkowa osoba. A wlasnie i dochodzi do tego niezadowolenie rodzicow, najchetniej to by mnie nie puscili ale nie maja dostatecznego powodu. Przeciez nie powiedza mi "nie jedziesz bo jestes za maly i za glupi" ale za to co jakis czas mi truja. Na przyklad dzis przy obiedzie mama zabronila mi wchodzic na Rysy... Taaa, jade w Tatry i nie wejde na Rysy... To tak jak jechac nad morze i nie polezec na plazy czy nie wykapac sie. Mowie jej, ze to nie jest bardzo trudny szlak, czytalem jego opisy, widzialem fotki. Tam wchodza jakies stare baby wiec czemu ja mialbym miec problemy. Mam szacunek do gor i w zyciu nie bylem zachlanny czy tez nierozwazny, ale oczywiscie kto by ufal swojemu synowi. Wkurza mnie to strasznie, nienawidza traktowania mnie jak idiote i to przez wlasnych rodzicow. No dobra nie bede sie wiecej zalil. Ale chyba kazdy ma podobne problemy z rodzicami, niestety czasem bariera wieku i ich umarwianie sie psuje wiele chwil...
Fotki z maratonu.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
1 komentarz:
kurcze ja to jeszcze nigdy nic nie wygrałam, nie za duzo szczęscia masz? :)
a rodzicom z czasem przejdzie, moi juz sie wyrobili pod tym wzgledem. przed każdym wyjazdem słysze tylko "ale bądź grzeczna" :) a poza tym co do wyjazdu... ja od konca czerwca planuje ze znajomymi wyjazd nad morze- tez cos nie idzie:/ poza tym co to jest za pogoda?
pozdrawiam :)
Prześlij komentarz